Mariusz Duda opuszcza Riverside
Kiedy wczoraj przeczytałem wpis Mariusza Dudy o opuszczeniu Riverside, myślałem że to jakiś fake. Jak to możliwe? Człowiek, który od samego początku tak bardzo był zaangażowany w twórczość, był frontmanem i głosem tej formacji nagle po 25 latach opuszcza ją? Po upewnieniu się autentyczności tych słów zacząłem wnikliwie czytać. Nie będę tego cytował, każdy niech przeczyta to oświadczenie samodzielnie.
Informacja ta mnie zmroziła. Właśnie zdałem sobie sprawę, że muzyka, która osobiście mi towarzyszyła nieprzerwanie od 2007 roku już nie będzie brzmiała tak samo. Co tu dużo mówić, był to mój ulubiony zespół od wielu, wielu lat. Muzyka, która od niemal 20 lat towarzyszyła mi w każdych chwilach mojego życia. Zarówno w tych radosnych, tych nieszczęśliwych, jak i tych przełomowych. Muzyka, która towarzyszyła mi w czasie kształtowania się mnie jako człowieka, mojej osobowości i charakteru. Posiadam całą dyskografię, byłem niemal na wszystkich koncertach we Wrocławiu, dodatkowo na koncertach w innych miastach. Każdy z tych koncertów był na wysokim poziomie. Muzyka, od której zacząłem ten blog. Pomimo tego, że mój horyzont muzyczny znacznie się przez ten czas poszerzył, to Riverside zawsze w moim sercu grał i gra nadal. Statystyki też nie kłamią. Na moim last.fm Riverside ma najwięcej odtworzeń.
Nagła śmierć Piotra Grudzińskiego w 2016 to był duży cios, a odejście Mariusza Dudy, może nie tragiczne, bo dobrowolne, to już dobicie leżącego. Jedno jest pewne: będą znaczące zmiany w tworzeniu nowej muzyki. W którą stronę to pójdzie? Nie mam pojęcia. Czas pokaże.
Po słowach Mariusza można stwierdzić, że w zespole od jakiegoś czasu nie działo się najlepiej. Może dobrze, że stało się jak się stało. Może tak właśnie miało być i byłą to najlepsza decyzja. Lepsza taka i wolność twórcza każdego członka niż na siłę udawanie i granie koncertów. Tak jak to bywa często w wielu starych, bardzo znanych zespołów, gdzie właściwie nie ma już nowych płyt, a trasy koncertowe służą jedynie odcinaniu kuponów. Zamiast prawdziwych emocji, na scenie jest udawanie.
Nie jest moją rolą ocenianie kto zawinił, kto udaje ofiarę i cała ta drama, bo to nie ma kompletnie żadnego znaczenia z muzycznego punktu widzenia. Mam tylko nadzieję, że obie strony podejdą do sprawy profesjonalnie.
Mariusz Duda planuje skupić się na swoim side project’cie Lunatic Soul, o którym pisałem tu i tu, a Piotr Kozieradzki, Michał Łapaj i Maciej Meller… no cóż, muszą szukać nowego basisty, wokalisty i frontmana w jednym, co będzie ekstremalnie trudne, ale trzymam kciuki.
O samym Riverside pisałem jeszcze tu i tu.
Riverside – OK